Ten wpis to wyraz mojej frustracji. A właściwie wielkiego rozczarowania jakiego dostarczył mi mój komputer. Wszystkie wcześniejsze laptopy, które posiadałem nie należały do pierwszej ligi uznanych marek. Wtedy, teraz może już do niej weszły. Były to Acer i Lenovo. Mimo to oprócz drobnej usterki Acera i konieczności wysłania go do Czech do serwisu, innych problemów z nimi nie miałem.
Przy okazji kolejnej wymiany postanowiłem jednak, że teraz to będzie coś z górnej półki. Mam na myśli markę, nie cenę oczywiście.
Wybór padł na Dell’a. Zwabiła mnie jego renoma. Wygrał zresztą w starciu z Samsungiem z tej samej półki cenowej. Ale jak powiedział sprzedawca z Komputronika – jak ktoś robi odkurzacze i komputery to na pewno nie robi ich tak dobrze jak Dell. Niestety, jak to dziś oceniam, sprzedawca najwyraźniej nie znał się na swojej robocie.
Na początku były „achy i ochy”, szczególnie po zmianie z leciwego Lenovo. Mój zachwyt zaczął się jednak kruszyć w miarę używania komputera.
Zaczęło się od zdarzających się kilka razy sytuacji w których komputer nie rozpoznawał, że podłączone jest zasilanie sieciowe. Jakoś to przeżyłem bo zdarzyło się zaledwie kilka razy.
Niedługo później, zupełnie przypadkiem przy jakimś standardowym teście, odkryłem, że stan mojego dysku twardego wskazuje na nadchodzące buuum. Wszystko na razie działało więc zrobiłem test narzędziami dołączonymi przez producenta czyli Dell’a. Myślę, może to jakiś fałszywy alarm. Niestety dell’owskie narzędzie potwierdziło nadchodzącą katastrofę. na szczęście wymianę dysku można było przeprowadzić bez wysyłania komputera do serwisu. Przysłali po prostu nowy dysk. Za to im chwała.
Co z tego jak kilka tygodni później padła ładowarka sieciowa. 48h i przysłali nową. Znów serwis OK.
Pomyślałem, że to koniec dizasterów. Klika tygodni był spokój. Niestety dupa. Był ciąg dalszy.
Komputer zaczął się przegrzewać stojąc po prostu włączony na biurku. Sygnalizował to piskiem i krzakami na monitorze. Pomagało tylko wyłączenie. Kupiłem podstawkę chłodzącą i jakoś sobie z tym daję radę.
Kolejna sprawa, która pojawiła się w tym samym czasie to dziwne działanie baterii. Mimo, że wskazuje połowę pojemności, komputer nagle bez ostrzeżenia się wyłącza. Już nie chce mi się tego diagnozować. Nauczyłem się z tym żyć.
Ostatnia sprawa, która przeważyła o napisaniu tego tekstu to śmierć wbudowanej kamery. Nie jest to sprawa softwarowa bo nie działa ani pod Windowsem 7, ani pod Linuxem. Nic nie jest w stanie jej uruchomić.
I to wszystko w komputerze, który ma rok z kawałeczkiem. Ponieważ pracuję na komputerze codziennie i ciągle go potrzebuję, nie chce mi się wysyłać go do serwisu. Tym razem nie byłoby to pewnie 48h. Póki działają najistotniejsze funkcje, będę doczepiał do niego różne protezy, żeby nadal działał.
Aha zapomniałem dodać co to za model – chodzi o Inspiron 1764. Gwarancje mam jeszcze do maja 2012. Chyba warto poczekać do ostatniej chwili i przesłać jak już nałapie kolejne usterki.
I tak sobie teraz myślę, że następny komputer kupię nie sugerując się na pewno marką. Na 100% nie będzie to Dell. Choćby był najładniejszy i najtańszy. Zraziłem się.
Trzeba było brać od producenta odkurzaczy. Jeszcze żaden produkt Samsunga mnie nie zawiódł.
Strach pomyśleć co by było jakby Dell zaczął odkurzacze robić.
